Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
Moje zdjęcie

Ja - uczuć oceany skondensowane w kropli
Ja - myśl destylowana z potoku filozofii

środa, 17 grudnia 2014

Finalistki wyborów Miss mokrego podkoszulka... żartuję... podsumowanie roku.

    I tak oto rok dobiega końca. Czas się zastanowić jaki był. Przejrzeć te wszystkie zapisane karteluszki, coś wyrzucić, coś głęboko schować, coś obnażyć.
     To był dla mnie wyjątkowy rok, w ciągu którego wydarzyło się wiele rzeczy, które wstrząsnęły moim małym światem. Przez dwanaście miesięcy działo się u mnie jak w kotle. Coś wrzało, coś się wylewało, coś nadawało smak i coś psuło ten smak na długo.

sobota, 13 grudnia 2014

Abonent poza zasięgiem

 Krzysztofowi R. 12.12.2014

Mógłby mi się Pan przyśnić
całkiem niezobowiązująco
podać rękę, uścisnąć, otrzeć
o policzek. Pan tak głupio
wybrzmiał i zniknął w jednej
chwili. Bez patosu pożegnań
milczy Pan fotografią, dzisiaj
bardziej czarną niż białą
po której tęskniąc wciąż
wodzę półprzytomne dłonie

piątek, 12 grudnia 2014

„Straciłam tak wiele tylko razy dwa...”


     Nigdy nie miałam szczęścia do ludzi. Nie potrafię ich sobie zjednywać. Nie mam śmiałości się napraszać. Wstydzę się wchodzić w relacje. Zawsze boję się, że będę dla innych za mało inteligentna, za mało przebojowa, za mało pijąca i w ogóle za mało... Poza dwójką najlepszych przyjaciół, których zresztą znam od przedszkola, a którzy są daleko ode mnie, nie mam obok siebie żadnej przyjaznej duszy. Od wielu lat sama znoszę wszystkie ciężary. Sama przesiaduję rano na balkonie, sama borykam się z chorobą, sama rąbię drewno, sama oglądam filmy i sama śpię. Jestem sama dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem. Nie umiem prosić o pomoc. Co mogę zrobić sama, to zrobię, nawet najwyższym kosztem. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś naprawdę będzie chciał mi pomóc, to zrobi to, bez mojego proszenia i bez pytania mnie o zdanie. Ale takich ludzi wokół nie ma i wątpię, żeby się kiedykolwiek znaleźli. 
    Tak oczywiście, są jeszcze dzieci. Kocham je całą sobą, ale one rosną i staję się trochę mało potrzebna. Ogólnie mam wrażenie, że nie powinno mnie tu być. Inni widzą we mnie kobietę pełną sukcesów, z domem, samochodem, pracującą w banku, studiującą, wydającą książki, piszącą do gazet. Ja widzę siebie jako niedocenionego, gówno wartego pracownika, mało zdolną studentkę, tandetną poetkę, śpiącą od lat jak gość we własnym domu - na kanapie w salonie. Żałość nad żałościami. Ale dla kogoś byłam kimś. 

czwartek, 11 grudnia 2014

Zabłudowski Cogito

liczy się bryka
ta za kilka stów
komórka od szefa
jak order żołnierza
co wszedł po trupach
na Monte Cassino
szklanej korporacji
i zszedł…
na zespół cieśni nadgarstka

nocą 
klaustrofobiczna szafa
zamykana na kluczyk 
od wewnątrz
w ramionach
co wieczór własne kolana
obłaskawianie strachu

 

a Pan Cogito
w zakamarku Surażskiej
z wczorajszą gazetą
zamiast marynarki
w palcach obraca 
złotą monetę
zbyt małą żeby uczcić 
że jest bliżej nieba


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Śnieg

Nienawidzę zimy
bielą się przełamuje
zielone pojęcie
i zaczynam
kalkulować chłodno
czy miłość się jeszcze
komukolwiek opłaca

lodowata
zasypiam
pod puchową kołdrą
obrażony w kącie
śnieży telewizor


niedziela, 7 grudnia 2014

Wiersz 9 mm

Strzelam
a potem zza ściany
nasłuchuję tonu
świszczącego oddechu
w pustkach
po parabellum
słów i półsłówek
...i czekam
aż umrą dotychczasowe zasady
albo czyjaś lufa
dotknie mojej skroni



...i po spotkaniu

      Ze wszystkich ludzi na świecie, największe wrażenie robią na mnie ci skromni, którzy czynią po cichu wielkie rzeczy, a innym pozwalają o tym głośno krzyczeć. 


wtorek, 2 grudnia 2014

Światło spod drzwi

Nie mogę zasnąć
nie mam szans
przesączyć się pod drzwiami
tam na korytarz
w światła szkło
zanurzyć się palcami

bo nakazuję sobie milczeć
w poduszki puchu gniję
gdzie wylał się
wczorajszy żal
...że żyję


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Zabłudowski Artystyczny Nieład Part 2. Monika Woronicz strzela i to celnie

Monika Woronicz jest Zabłudowianką. Ma zaledwie 16 lat, a na swoim koncie sukcesów więcej niż niektórzy literaci po czterdziestce. Uczy się w białostockim IV L.O. w klasie humanistycznej i marzy o dziennikarstwie. Pasjonuje się teatrem i literaturą. Pisze i próbuje się w różnych dziedzinach literackich. Miała swój udział w publikacjach "Zabłudowianie. Album Rodzinny" oraz "W naszej gminie są rycerze". Monika napisała scenariusz i wyreżyserowała sztukę "Ludożercy" która zajęła I miejsce w Przeglądzie Teatralnym "Dramat i tragedię pozostaw teatrowi".
 Opowiadanie, które dziś prezentujemy, zostało wyróżnione na Ogólnopolskim Przeglądzie Młodzieży Literackiej i wraz z innymi nagrodzonymi pracami doczekało się publikacji w antologii pokonkursowej.
Dziękujemy Monice za możliwość zapoznania się z fragmentem jej twórczości i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy. Wieszczymy jej świetlaną przyszłość.



STRACH

Autor:
Monika Woronicz

-Cześć!- wesoło rzuciła Zośka, wchodząc do biura.
Spojrzałem na nią kątem oka. Wyglądała zabójczo. Czy to normalne, aby zajęta, młoda kobieta ubierała się do pracy w tak nieprzyzwoity sposób? Krótka, biała sukienka eksponowała jej piękne nogi, góra stroju także w niczym nie przypominała habitu.
-Cześć-odparłem sucho.-Niepotrzebnie zadawałaś sobie tyle trudu, by tak wcześnie przyjść do pracy-próbowałem ironizować, bezskutecznie. Nienawidziłem jej tendencji do spóźnień.
-Strasznie się ostatnio nerwowy zrobiłeś, Marcinku. Wyjrzyj przez okno, wiosna przyszła, a ty zaczynasz dzień od zrzędzenia-zaszczebiotała.- Wyszedłbyś do ludzi, jak cię znam, na pewno kolejną noc przesiedziałeś w biurze. Przesadzasz z tą robotą. Wykończysz się kiedyś, w najlepszym wypadku zostaniesz starym kawalerem-zachichotała. -Popatrz na mnie. Poznałam wspaniałego mężczyznę, nareszcie jestem szczęśliwa…

sobota, 29 listopada 2014

Zabłudowski Artystyczny Nieład - część pierwsza, czyli Anioły Ilony

   
     W ramach Zabłudowskiego Artystycznego Nieładu przedstawiam Państwu pracę Ilony Zawadzkiej z Zabłudowa. To anioł, wykonany przez nią własnoręcznie na szydełku ( dostałam go w prezencie i jestem z tego dumna, ozdobi moją choinkę w tym roku ). Ilona ma w rękach prawdziwy dar, bo wykonanie takich cudeniek, wymaga nie lada cierpliwości i zmysłu artystycznego. Szkoda, że nie widzieliście innych wykonanych przez Ilonę rzeczy. Kolczyki, ozdoby, koronkowe jajka i koguciki, gwiazdki, bombki i inne zwariowane pomysły szydełkowe i nie tylko, wprawiają w zachwyt. To prawdziwe małe dzieła sztuki, a ich wartość nie jest mierzalna w żadnej walucie. Bo jak zmierzyć wartość włożonego czasu, serca i uczucia? Mam nadzieję, że Ilona da się poznać nam wszystkim też z innej artystycznej strony, bo we wrażliwym człowieku drzemią czasem niezmierzone pokłady talentów.




piątek, 28 listopada 2014

17.00 - minus pięć w Zabłudowie

Minus pięć w Zabłudowie
przy australijskiej wichurze
jest jak sikanie w bramie
wobec złotych kibli Kremla
mimo wszystko
odczuwam to dotkliwiej
wyzbyłam się wrażliwości
patrząc na migawki tragedii
w teleekspresowym skrócie
nie wzrusza mnie człowiek skazany
za Rolexa
choć to człowiek cierpiący zapewne
odrastający zarost podobno
swędzi jak cholera
nie ma różnicy
czy fałszują wybory
czy wybierają fałsz
podobno dobry jest każdy bez wyjątku
ale tylko uczciwi
potrafią się dobrymi NIE nazwać
naciskam off po piętnastu minutach
i znowu współczuję

wtorek, 25 listopada 2014

Spacja

Dziś jeszcze moja stara "Spacja", którą można było znaleźć w antologii "Białystok poetycki 2014" i tomiku" Siła bezwładności", a już niebawem niespodzianka pachnąca świeżą drukarską farbą.
ech... sama nie mogę się doczekać


piątek, 21 listopada 2014

Wrony na śniegu


Spadł śnieg
Łagodnością zbilansował
Nerwowość poranka
Wprowadził ostry kontrast
W żerowanie wron
Na jarzębinie

Ludzie zamknęli się bardziej
Noszą pod kapturami
Plany na święta
Idąc do sklepu cudzymi śladami
Szepczą o przebaczeniu
Bez zadośćuczynień

Przestały szczekać psy
Z plakatów na Rynku
Wciąż ujadają źle zawiązanie krawaty
Mówisz mi, że upodabniam się
Do zimy. Niedbale
Szronią mi się myśli



poniedziałek, 17 listopada 2014

Kursywa

To, czego nie napiszą
Nie namalują
Pod warstwy niepamięci
W popiół
Licząc
Na litość archeologów
Czułość pędzelków i szkiełek
Mikroskopów
 Powie o nas
„Żył”
W granicie kursywą wykuta litera
Zdjęcie z ostatniego paszportu
Z odkrytym uchem
Uśmiechem dla nikogo
Białe kości potwierdzą
Że rodziła dwa razy
Zęby zdradzą wiek i majętność
Że się kochało wykrzyczy pierścionek
Na serdecznym palcu
Inicjały przemilczy
Pamięć

niedziela, 16 listopada 2014

Jaś

     Na strychu miałam swoje miejsce. Na stercie obdartych z niewinności książek. Siadałam tam cichutko jak mysz i paliłam pierwsze papierosy pochłaniając łapczywie dym i wersy Platona. Ukrywałam tam listy od niego, pełne opowieści z Knyszyńskiej Puszczy i zapełnione dzikimi rysunkami obrazującymi jego pokręcony charakter. Te listy, Platon i papierosy umożliwiały mi przetrwanie pierwszych lat w liceum.
     Poznaliśmy się na dyskotece, ale to nie on poprosił mnie do tańca. Jego przyjaciel Jarek wziął na siebie ciężar ewentualnej porażki.

Zabłudowski Artystyczny Nieład






Zapraszamy do współpracy. Piszesz? Malujesz? Fotografujesz? Grasz? Szydełkujesz? Gotujesz pyszne gołąbki?  Nikt o tym nie wie, a chciałbyś się pokazać? Pochodzisz z Zabłudowa lub okolic? Tu jest Twoje miejsce. Napisz do nasz, prześlij próbkę swojej twórczości. Postaramy się pokazać na co Cię stać.
Napisz do nasz na adres: agnieszkazajdowicz@interia.pl lub krzys.rutko@gmail.com

piątek, 14 listopada 2014

Krótki post o zabijaniu

      Zdarza mi się czasami wyjść z domu, rzadko wprawdzie bo najczęściej nie czuję takiej potrzeby, ale czasami mnie poniesie i z reguły wtedy kończy się to pewnym rodzajem przemyśleń, refleksji, które nie nastrajają niestety człowieka pozytywnie.
    Dopóki się żyje w swoim małym świecie, nie odczuwa się lęku związanego z niespełnianiem czyichś oczekiwań. Gorzej jak się z niego wyjdzie, albo komuś otworzy się drzwi. Ktoś zaczyna czegoś od ciebie chcieć, najczęściej myśli, że chce dobrze, czasami, że chce jak najlepiej, w najgorszym przypadku wie lepiej co jest dla ciebie dobre.
Zabija mnie to. Zabija mnie we mnie. Dlatego wolę się schować w moim małym Shire. 



 
 

poniedziałek, 10 listopada 2014

"Cudowna" - czyli książka jak sam tytuł wskazuje

    


           Pochodzę z Zabłudowa. Wielu rzeczy do tej pory nie rozumiałam, nie wiedziałam, o wielu nie chciałam słyszeć. Do tej pory – znaczy do momentu, w którym przeczytałam książkę Piotra Nesterowicza „Cudowna”.

piątek, 7 listopada 2014

Piątek - powrót do domu

Wracam
zrzucam brudne buty
ciężar niebycia dla kogoś
ważnym miejscem
wracam
pod dawny adres
pewności siebie
do miękkich kapci
czekających w kącie
wracam
nie byle jaka 
tu - potrzebna
na co dzień

sobota, 25 października 2014

Wiem co robisz gdy nikt nie patrzy

      Muszę się Wam do czegoś przyznać. Nie lubię bibliotek. Wprost nie znoszę. Jeżeli już muszę tam wejść, to z reguły wiem dużo wcześniej czego szukam, podaję hasło pani bibliotekarce, biorę co chciałam i w nogi. Nie mam tego od zawsze. Kiedyś jako mała dziewczynka biłam rekordy czytelnicze w mojej miejskiej bibliotece. Kiedy się to skończyło? Kiedy wpadła mi w ręce pewna dziwnie pachnąca książka. Bo trzeba wam wiedzieć, że jestem posiadaczką pewnego czytelniczego zboczenia, a mianowicie lubię wąchać książki. Przyznajcie się, wielu z Was pewnie też to ma. Widzę Was jak wchodzicie do księgarni, bierzecie w ręce książkę, której szukaliście, przewracacie kilka kartek, łowicie wzrokiem kilka tytułów rozdziałów, kilka ilustracji a potem rozglądacie się nerwowo wokół, upewniacie się, że w pobliżu nikogo nie ma i...

piątek, 24 października 2014

Pilch, Stasiuk i izraelskie cytrusy

        Nadszedł wreszcie ten czas. Na półkach w sklepach królują znicze i chryzantemy, zmienia się organizacja ruchu na obrzeżach miast, w telewizji jakby więcej reklam zabawek ale na coca colę z Mikołajem jeszcze za wcześnie. Właśnie w tym czasie co roku pojawia się w sklepach coś na co czekam ze zniecierpliwieniem cały rok – zielone grapefruity. Za co je aż tak lubię? Z pewnością za ich smak, słodko-gorzki jak samo życie. Zielone grapefruity zwane także „Sweetie” mają jednak więcej dobra.

wtorek, 14 października 2014

Urodzaj na marzycieli

     Zapewne każdy z Was ma swoje marzenia. Te wielkie i niedoścignione na miarę podboju kosmosu i te malutkie wielkości mrówki, których spełnienie jest na wyciągnięcie ręki. Nie mówcie mi że nie, sama je mam. Na naszych marzeniach buduje się świat, a raczej na dążeniach do ich realizacji.

    Pamiętam jak byłam małym dzieckiem,

poniedziałek, 13 października 2014

Niech pierzchną ptaki

Inspiracja : Emily Dickinson - 120 (There's something quieter than sleep - Dead)




Jeśli jest coś cichszego niźli sen
To chcę w to zapaść aż po dno

niedziela, 12 października 2014

Migotania przedsionków

Chcę wyjść, przecisnąć się
przez ciasne przedsionki
przełamać czerń miasta
karminową sukienką
obcasem na asfalcie
naszkicować „Kogoś”
a potem ukołysać w ramionach
i wziąć coś w zamian, zasnąć
przekonać samą w sobie
że jest gdzieś koloryt
cieplejszy niż beż 
przelać go
na grunt własnej skóry
rozjaśnić mrok
odrobiną cudzego światła
zamigotać

wtorek, 30 września 2014

Co ma jesień do Bacha i fuga do kawy.

      
   

       Pamiętam dokładnie dzień, kiedy pokochałam muzykę klasyczną. Było to pamiętnego roku pańskiego 1997. Akademik przy Zwierzynieckiej. Mały dwuosobowy pokoik moich przyjaciół, zapalonego rysownika i przyszłego architekta Cezarego oraz wielbiciela szant i ochrony środowiska Kornela. Było to jakoś na początku roku akademickiego, zaraz po tym jak chłopaki powróciły do akademika po wakacjach. Czarek wyszedł, a między Kornelem a mną zapadła wymowna cisza

środa, 24 września 2014

Moja "lista dobroci" - czyli litania do wszystkich świętych

       Egzystuję pomiędzy dźwiękami. Między bim-bam na anioł pański o szóstej rano a bim-bam na apel jasnogórski o dwudziestej pierwszej. Wierzę jednak po swojemu, poza godzinami pracy Pana Boga i kościelnej dzwonnicy. Wierzę w nocy, przez sen. Podobno co się śni, to najgłębiej w duszy. A mi się śni wiara, w człowieka, w Boga, we własne możliwości. Wiara w to, że umiem pływać, że uciekam najszybciej, że się nie boję pająków.

        Potem się budzę i jedyny wspólny mianownik między tym co się śniło a tym co rzeczywiste, to miejsce. Moje miasteczko, z którego nigdy nie wyjechałam na dłużej niż dwa tygodnie i do którego wracam jak do własnego łóżka. Dogmat mojej wiary usytuowany między parkanami cmentarzy, wsparty o geometrię Rynku i dobrych ludzi. Małe miasteczko.

wtorek, 16 września 2014

Niepapilarna


mnie nie ma
nie ma mnie
za dnia 

dopiero w mroku
tłoku
niepapilarna – ja









 

sobota, 13 września 2014

Olej to – czyli bajka o grodzie, w którym Pierdoły płaciły za wodę



   Za górami, za lasami, między czterema cmentarzami, na obrzeżach starej puszczy przy krajowej dziewiętnastce, stał gród. Piękny, bogaty, a mieszkańcy w nim szczęśliwi i zadowoleni ze wszystkiego... prawie,

niedziela, 7 września 2014

"Stairway To Heaven" po zabłudowsku.


      „Stairway to heaven” - trwający osiem minut i dwie sekundy największy przebój w historii muzyki rockowej, wydany w 1971 roku przez grupę Led Zeppelin w albumie nazwanym przez fanów i dziennikarzy „Czwórką”. Niektórych denerwuje, innych zachwyca. Niesamowity popis, muzyczny kolaż stylów, od folku do psychodelicznego rocka. Dla mnie osobiście mistrzostwo świata,

piątek, 5 września 2014

Liczby

Zatapiam się w liczbach
Liczby moim Bogiem
Wierszem moim, rozkoszą
I snem niespełnionym

Liczę ludzi, kwiaty,
Wiosny, zimy srogie
W liczbach się zatracam
I w nich ogniem płonę

Liczbą dla mnie ludzie
I chmury na niebie
Liczbą dla mnie miłość
I po kres nienawiść

Nocą liczę gwiazdy
Za dnia dziury w chlebie
Liczę cudze grzechy
I liczę na siebie


grafika: Roman Opałka

piątek, 29 sierpnia 2014

Moja babcia tańczyła jak jej Porcini zagrał - czyli gruzińskie kino w Białymstoku

   Myślicie, że widzieliście już wszystko. Budzicie się rano z myślą, że nic was już w życiu nie zaskoczy. Pijecie poranną kawę i za chwilę biegniecie do pracy, która z pozoru uszczęśliwia was, wasze żony, dzieci i urzędników skarbówki. Myślicie, że w 100% decydujecie o sobie i swoim życiu.

Jak bardzo się mylicie nawet sobie nie uświadamiacie.

Do wczoraj miałam wrażenie, ze jestem panią swojego losu, ale trzeba było mi obejrzeć niemy film, żeby uświadomić sobie co nade mną wisi.

środa, 20 sierpnia 2014

Szczerze

Nie uśmiecham się
Nie umiem szczerze się szczerzyć
Oczekiwania innych
Bywają poniżej mojej godności

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

List do Św. Antoniego


Dzieci mi rosną Panie Antoni
Przestały się czepiać spódnicy
Jak małpki
Całus już tylko ukradkiem
I nawet nie wtedy, gdy boli kolano
Życie porasta bliznami zbyt często
Mówił Pan, żeby kochać szybciej
Niż jeżdżą rowerem
Żeby łapać skowronki uśmiechów co rano
Zanim się rysy wyostrzą
Na perkatych noskach
Nim w tęczówkach oczu
Odłoży się szarość
Panie Antoni...
Wstaję coraz wcześniej
I co dzień się spóźniam
Tak samo



poniedziałek, 28 lipca 2014

AC/DC czyli baba w Zabłudowie z zespołem napięcia.

     Jest coś co w moim miasteczku odbywa się regularnie. Czemu to ma służyć? Nie wiem. I nie wiedzą z pewnością pozostali mieszkańcy płacący rachunki i podatki. Fakt faktem, pewna cykliczność tego zjawiska, a nawet codzienność sprawia, że większość z nas przyzwyczaiła się i niejako wpisało się ono w rytm naszych dni. Daje to złudzenie pewnej stałości i o zgrozo porządku. Ale w porządku to to nie jest.

sobota, 26 lipca 2014

Podlaska Oktawa Kultur - czyli Partyzanty w mieście

      Od jakiegoś czasu czekałam na ten dzień. Na scenę na Rynku, ludzi na kocykach na trawie, pląsające dzieciaki i Kulturę z prawdziwego zdarzenia. Doczekałam się, choć niecierpliwie i jakby z obawą objeżdżałam od rana Rynek i przyglądałam się ze wzruszeniem budującej się między kasztanowcami scenie.
    Przygotowałam się tym razem. W internecie od dłuższego czasu oglądałam filmy z zespołem, który miał u nas wystąpić i nie ukrywam, że byłam zauroczona. Do tego stopnia, że wybrałam się na ich występ kilka dni wcześniej w Białymstoku na Rynku Kościuszki.  
   Nie zawiodłam się, zespół z Serbii pod dźwięczną nazwą KUD Prvi Partizan, dał na naszym Rynku taki występ, że nóżki same rwały się do tańca. Nic dziwnego, zespół jest znany szeroko w świecie i jak powiedziała Pani Dyrektor zabłudowskiego MOAKu „przewaliło się przez niego ponad czterysta osób”. Dziwiły tylko powalające niedociągnięcia, które przeszkadzały w odbiorze tego wydarzenia. A to prąd znikał bez śladu kilka razy w ciągu występu, a to nie zadbano o odpowiednie nagłośnienie sceny, przez co nie mogliśmy w pełni usłyszeć przepięknych przyśpiewek artystów.
   Zabłudów przez około godzinę leżał na Bałkanach. Przez ten czas, dane mi było podziwiać nie tylko muzykę w której się zakochałam, ale też przepiękne stroje zespołu, tak różnorodne i kolorowe, że cieszyły oczy. Przykuły moją uwagę cudowne, wyszywane fartuszki dziewcząt. Na aksamitnym materiale lśniły kolorowe kwiaty i ornamenty, które ożywały w tańcu. Panowie ustrojeni w ludowe stroje i nakrycia głowy, dawali z siebie wszystko, a w tym upale nie było pewnie łatwo.
    Zespół przedstawił publiczności serbskie obrzędy i tańce ślubne z różnych regionów. Był więc taniec panny młodej, zaloty i wspólne pląsy w takt zmieniającej się jak krajobraz Serbii skocznej muzyki.
     Prawdziwa uczta dla uszu i oczu. Chciało się jeszcze.  Tym bardziej, że nielicznie zebrana zabłudowska publiczność została wciągnięta w klimat i zaskakująco żywiołowo reagowała na występ. Szkoda, że nie zadbano stosunkowo wcześniej o plakaty informujące o tym Wielkim wydarzeniu, bo występ tego kalibru artystów nie zdarza się w miasteczku często. Mimo wszystko, osobiście uważam imprezę za udaną, a niedociągnięcia ze strony organizatorów zostały mi zrekompensowane uśmiechami dziewcząt i chłopaków z zespołu przebierających się na Plantach za sceną.

czwartek, 24 lipca 2014

Fulguryt

Szklę się pod skórą 
twardnieje rażona 
obojętnieję na żrące 
zamykam, zasklepiam 
tuż nad tym co płynne 
i mogłabym tak 
w głąb, do samego rdzenia 
molekuła za molekułą 
stężeć do stałego 
stanu skupienia 
na sobie 
gdyby nie ta miłość 
co uporczywie  wewnętrznie
trzyma mnie we wrzeniu 




niedziela, 20 lipca 2014

Nieznośnie

śnię, nie śpię 
tak nieznośnie mi za tobą 
tęskno... 
nad głową jak kruki krążą galaktyki 
z łoskotem księżyc ucieka przed świtem 
pastwiąc się światłem nad parapetem
drążą pod skórą korniki 
niespiesznych godzin
dusi zapach maciejki 
w przydomowego sanatorium 
pod klepsydrą 
idzie do dnia 
idzie zwariować

sobota, 19 lipca 2014

BASY

    Kiedy pierwszy raz pojechałam na Basy, a było to ponad dwadzieścia lat temu, nie myślałam jak będzie, co będzie, jak wrócę i czy w ogóle wrócę. Założyłam jakiś własnoręcznie malowany T-shirt, wsiadłam w autobus do Michałowa, w potem żywioł.

czwartek, 17 lipca 2014

Pawilon

    Był tu od zawsze, przynajmniej dla mnie. Wielki siermiężny gmach w samym centrum naszego zakompleksionego miasteczka. Punkt charakterystyczny dla wszystkich przyjezdnych i moich znajomych, którzy pytając ludzi o współrzędne mojego miejsca zamieszkania, zawsze otrzymywali tę samą odpowiedź: Ulica za pawilonem

piątek, 11 lipca 2014

Oddajemy krew - ratujemy życie

Moi drodzy.
Moja koleżanka Sylwia jest ciężko chora. Jej mąż Tomek poprosił mnie dziś o pomoc.
Oddajemy krew dla Sylwii.
Zasada jest prosta. Zgłaszamy się do centrum krwiodawstwa, gdziekolwiek jesteście. Oddajemy krew, trzeba zaznaczyć, że jest to krew dla Sylwii Liszki i podać nazwę szpitala Centrum Onkologii w Warszawie. Nieważne jaką macie grupę krwi.
Jeżeli możecie i macie ochotę pomóc, zachęcam do wzięcia udziału w akcji.
Jeżeli z jakiegoś powodu nie możecie oddać krwi, trzymajcie za nią kciuki albo się pomódlcie.
Przekażcie informację dalej do swoich znajomych.
Z serca Wam za to dziękuję w imieniu Sylwii, Tomka i ich cudownych dzieci.

wtorek, 8 lipca 2014

Rany szarpane na dzień dobry

Nie został ślad po wczorajszym deszczu
pies chmury z kałuży wychłeptał
zamerdał kikutem ogona, zapomniał
sz-czeka na listonosza jak co dzień
innym tempem jednak biegniemy do pracy
wyostrzyły się zęby, umysły, cele
po porannej kawie przy otwartym oknie
znów mamy siły gryźć się boleśnie
do kości



sobota, 5 lipca 2014

Do jesiennego wiatru

Wiersz z mojego debiutanckiego tomiku "Siła bezwładności"

Jesień w parapet tak smutno dzwoni 
Odkłada w kałużach zmęczone oblicza 
Czemuż mnie wietrze tak beztrosko gonisz 
Po zachlapanych ulicach?

Lato ugrzęzło w zdjęć prostokątach 

W szarówkę smętną odziały się wschody 
Liści szelesty pod nogi składasz 
Jak pannie młodej 

Czemu Ty mnie tulisz jak ostatnią szansę? 
W chłodnym zamyśleniu  budzisz namiętności 
Kalosze jak szpilki zakładam na tańce 
W jesiennej wolności.

środa, 25 czerwca 2014

już...

Właśnie ukazał się mój debiutancki tomik poezji "Siła bezwładności". 
Można go kupić zamawiając w Wydawnictwie Miniatura z Krakowa pisząc na adres
miniatura@autograf.pl

Nieczule

A jeśli to wszystko nic nie warte  
miłość nie zbawia 
a Bóg nie kocha 
tylko jesień przychodzi 
w za dużych kaloszach 
i to jedyna pewność 
znowu będzie padać

Dojrzeją jabłka 

prędzej niż my sami 
zanim się spostrzeżemy 
ktoś nas odrze z ideałów 
Półnadzy damy się obejrzeć 
przez szyby muzealnych gablot 
niedotknięci 
przez siebie 
nawzajem

piątek, 20 czerwca 2014

odsłona II

Odsłona II przedstawienia Amatorskiej Grupy Teatralnej The End które odbyło się 8 czerwca 2014 roku.W przedstawieniu między innymi wykorzystano teksty mojego autorstwa:
*** "Jak spadać..."
"Pewni, niepewni"
"Życie"
"Cisza"
"Przyjaciel"


No i sama brałam w nim udział.

https://www.youtube.com/watch?v=g_x7Wl9mPQw&feature=youtu.be

czwartek, 19 czerwca 2014

Na zawsze

Zapomni gil o jarzębinie 
Co ją ze smakiem zimą jadł 
Zapachu lata czar przeminie 
Choć szczęścia motyl na nim siadł
Pająk niepomny pierwszej sieci
Z zapałem plecie drugą sieć
Na świecie nie ma takiej rzeczy 

Którą na zawsze można mieć.

środa, 18 czerwca 2014

Mgławica

Już prawie lato
wiją się dni jak bluszcze
coraz wyżej i ciaśniej
splatają horyzont  
grusze ulęgałki zaczynają pachnieć.
Ogród zapełnia się cladosporium 
milczysz zamiast kaszleć
znów przyjdzie upał
bardziej nieznośny od ludzi
piwnica kryć będzie mój bezdech
ech...
zatęsknię za zimą

pustkami poduszek
Oriona kształt
wyodrębnię snem








wtorek, 17 czerwca 2014

Stalowa

Rozpłakał się kran
siąpi dwutaktem kropel
nie szlocham
choć się zapadam
w tej piosence
chciałabym napisać
"Smutno mi Boże"
ale wszystko już było
odpłynęło
i smutek
i Bóg
dokręcam kran
śpiewam nowe piosenki

środa, 11 czerwca 2014

Początek "Końca"

Tak proszę Państwa, stało się. Nasza Grupa Teatralna "The End" oficjalnie zaistniała na facebooku. 
https://www.facebook.com/pages/The-End-Grupa-Teatralna/247521018774566?ref_type=bookmark 
Po niedzielnej premierze naszego krótkiego spektaklu nie mogło być inaczej. Niebawem fanpage zacznie żyć, pojawią się zdjęcia i być może filmy oraz informacje na temat działalności grupy, jej członków, inspiracji, przyjaciół.
Kochajcie nas bo to dodaje nam skrzydeł.


https://www.facebook.com/pages/The-End-Grupa-Teatralna/247521018774566?ref_type=bookmark

niedziela, 8 czerwca 2014

IRA

Wieczorową porą przyszło mi się wczoraj zajrzeć do ościennej gminy. Pamiętam Michałowo jeszcze z czasów podstawówki i liceum, miałam tam wielu przyjaciół. Miejscowość zawsze dobrze mi się kojarzyła, ze względu na ludzi przede wszystkim. Wczorajsza wizyta przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Za namową przyjaciół wybrałam się na koncert zespołu IRA zorganizowany z okazji Dni Michałowa. Jechałam tam z myślą o tym, iż będę uczestniczyć w niewielkiej imprezce, na której zobaczę siedzących na ławeczkach podchmielonych ludzi. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, z jakim rozmachem impreza została przygotowana. Ogromna scena, na której nie powstydziłyby się wystąpić gwiazdy światowego formatu. Sprzęt oświetlenie, nagłośnienie, wielki telebim po prawej stronie sceny, no i przede wszystkim tłumy ludzi, śpiewających, podskakujących, wybijających rytm czym się tylko dało. A zespół? Fantastyczny, przypominający mi najlepsze moje czasy. Jak bardzo się zdziwiłam, kiedy uświadomiłam sobie, że pamiętam teksty do wszystkich piosenek. Poczułam się trochę jak nastolatka i dałam się ponieść atmosferze pod sceną.
Artur Gadowski choć siwy, nie stracił przez lata niczego ze swojego uroku, głosu i charyzmy, uśmiechnięty, nawiązujący z publicznością więź, której nie da się opisać słowami. Muzycy, uśmiechnięci i zadowoleni, widać było, że granie w Michałowie sprawiało im niesamowitą frajdę. Były solowe popisy, wspólne śpiewanie „Nadziei”, przekomarzanie się z widownią. Ech dawno nie byłam na takiej imprezie.

Dziękuję Emilii, Piotrkowi i Sławkowi za miłe towarzystwo, a IRZE za drugą młodość.

zdj. https://www.facebook.com/zespolira

sobota, 7 czerwca 2014

Późno już

Patrzymy na wpis w kalendarzu
że coś miało być, a tego nie ma
że ktoś miał przyjść
i nie przyszedł
że kochać miał
na śmierć i życie
nie zdążył
jest cisza
i requiem zegarów
a my zapomnieliśmy
się starać
robić herbatę, kupować fiołki
kłaść na kolana kłębuszki kociąt

późno już
ona zasnęła

poniedziałek, 2 czerwca 2014

wtorek, 27 maja 2014

Pocztówka z małego miasta



Był deszcz, oczyścił atmosferę
Zmył z krzyżówek ulic
Przerysowane wiadomości
Wyostrzył kontury prawdy

Płaczą jeszcze szyby sklepów
Wczorajszą skończoną promocją
Nie mamy sobie nic do powiedzenia

Ponad to, co niedopowiedziane wczoraj

Wyparowuje z asfaltu Rynku
Ostatni nocny drift gówniarzy
Nabuzowanych przed burzą
Pocieraniem ciekłokrystalicznych ciał

Jest jaśniej, lepiej, lżej
Wyglądać przez okno
Podziwiać niebo, co spadło
Z łoskotem w kałużę

Narodziłam się na chwilę
Żeby jutro umrzeć
Z tęsknoty za kolejną
Burzą.





niedziela, 25 maja 2014

Dziki

Przychodzę Panią prosić
by wyszła Pani ze mną
na targ, przez park
Co noc,
bo w nocy moc
i dzikość budzi się zwierzęca

A Pani - dama
czemu więc na kolanach ?
i rosa rzęs co dzień ta sama
Wyjść w deszcz
jak zwierz
pod nocy płaszcz
łez potok ukryć w dżdżu

Mam tysiąc własnych ścieżek
Niech Pani jedną z nich wybierze
Pójdziemy dzicy
w noc
Pani i ja
trop w trop


piątek, 23 maja 2014

Wersja ostateczna

Ja - uczuć oceany
Skondensowane w kropli
Ja - myśl destylowana
Z potoku filozofii

piątek, 16 maja 2014

Piątek wieczór

To nie takie proste
położyć się, zasnąć
policzek w dłoń wtulić
nie czyjąś
własną

Płynny

Czekałam deszczu 
jak oczyszczenia 
Pod parasolem 
krzyczę i milczę
Kałużą płyną 
donikąd myśli 
przelewam z niej
łyżką na kartkę 
wiersz 
o niczym 
niczyim 
że boli 
to nic





środa, 14 maja 2014

Zabłudowski wyrzut sumienia

    Nie ma takiego drugiego miejsca w mieście. Uciekam tam, kiedy potrzebuję rozmowy. Choć to bardziej monolog niż konwersacja. Przychodzę, przyjeżdżam, pełznę do tej ciszy, rozpostartej między „kowalowskim lasem” a drogą do „świętej wioski”. Za każdym razem przynoszę ze sobą kamień i kładę go na ogrodzeniu, to taki mój dowód pamięci.

   Ze starego żydowskiego cmentarza, bo o nim mowa, rozpościera się widok na całe moje miasteczko, leniwe i nieprzyjazne, choć mieszka w nim wielu dobrych i uczciwych ludzi. Z tego miejsca można zakosztować pewnego rodzaju dystansu do bieżących spraw. Cisza cmentarza pozwala ogarnąć myśli, ułożyć co niepoukładane, wchłonąć elementy przyrody kojące umysł, wzrok i słuch.

   Cmentarz latem zawsze porasta wysoka trawa, ledwie można w niej zauważyć szare bezimienne nagrobki bez macew. Wyglądają jak zabłudowski wyrzut sumienia, o którym wydaje się, w miasteczku wszyscy chcieliby zapomnieć.

   Nekropolię otoczono jakby z przymusu, murkiem z kamieni. Wyznacza on teren, ale pozwala też przysiąść na chwilę, odpocząć, pomyśleć. Kamienie zespolone niechlujnie cementową zaprawą, znikomym kosztem załatwiły sprawę pamięci o dawnych mieszkańcach miasteczka.

   Kocham to miejsce z pewnego wyjątkowego powodu. Na cmentarzu, tuż przy ogrodzeniu rośnie ogromny krzak bzu. W maju, kiedy krzak zakwita, pszczoły rozpoczynają swoje „modlitwy” za dusze zmarłych tam pochowanych. Tylko na taki Kadisz mogą liczyć, pochowani tam ludzie. Pod krzakiem wypatrzyłam kiedyś rodzinę jeży. Małe kolczaste kuleczki znalazły tam swój spokojny dom. Bezpieczeństwo, które odebrano zamieszkującym niegdyś w Zabłudowie „starszym braciom w wierze”.

   Punktem centralnym cmentarza jest betonowy, wybijający się z otoczenia nagrobek Rabina. Przez dziury w budowli, latem do środka wpadają promienie słońca. Myślę sobie, że zabłudowski Rabin zasłużył sobie na o wiele więcej, niż tylko ciepło darowane z nieba. Oprócz mnie, odwiedza Rabina ktoś jeszcze, nie wiem kto, nigdy nie spotkałam tam innych osób, ale ślady obecności są tam wyraźnie widoczne. Czasami ktoś zostawi tam pustą butelkę po winie, ale zdarzają się też gesty godne pochwały, znicze stawiane na nagrobku w Zaduszki, to nic, że z krzyżem. Ważne, że są.

   Rabin stał się dla mnie wyjątkowo bliski. Jako młoda ciekawska dziewczyna próbowałam odszyfrować, napis na jego nagrobku. Przyszłam na cmentarz z płachtą cienkiego papieru, odbiłam na nim ołówkiem resztki liter z nagrobka, poprosiłam księdza, który uczył mnie religii w liceum, a który na hebrajskim znał się jak mało który ksiądz, o przetłumaczenie znaków. Niestety nie udało się. Rabin pozostał dla mnie bezimienny ale to nie powód, żebym miała o nim nie pamiętać.

   Pamiętam, za siebie i za wszystkich tych, którzy pamiętać o dawnych mieszkańcach Zabłudowa nie chcą.

Archiwalne zdjęcie ohelu cadyka (źródło: Księga Pamięci Zabłudowa)