Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
Moje zdjęcie

Ja - uczuć oceany skondensowane w kropli
Ja - myśl destylowana z potoku filozofii

poniedziałek, 28 lipca 2014

AC/DC czyli baba w Zabłudowie z zespołem napięcia.

     Jest coś co w moim miasteczku odbywa się regularnie. Czemu to ma służyć? Nie wiem. I nie wiedzą z pewnością pozostali mieszkańcy płacący rachunki i podatki. Fakt faktem, pewna cykliczność tego zjawiska, a nawet codzienność sprawia, że większość z nas przyzwyczaiła się i niejako wpisało się ono w rytm naszych dni. Daje to złudzenie pewnej stałości i o zgrozo porządku. Ale w porządku to to nie jest.
 
        Mowa o codziennych wyłączeniach i przerwach w dostawie prądu. Ja mam taką dyskotekę codziennie rano na swoim osiedlu Marii Magdaleny. W okolicach 6-7 rano, pstryka mi w kontaktach kilka razy. Ze strachem obserwuję kiedy „siądzie” mi zakupiona niedawno lodówka. W pracy pomiędzy 8 a 9 rano, pstryka nam kilkukrotnie. Nikt nie wie o co chodzi. W elektrowni tłumaczą to przestarzałymi liniami przesyłowymi albo innymi cudami, ale nikt nie reaguje. Cwaniacy z elektrowni wręcz sugerują, że jak coś wg nas jest nie w porządku to powinniśmy sobie założyć urządzenia monitorujące napięcie i natężenie oraz zapisujące przerwy w dostawie prądu. He... dobre sobie. A za co ja płacę? Za prąd, czy jego brak? 
     Postanowiłam opisać tę dziwną jak na XXI wiek sytuację, po informacjach od znajomych o popsuciu się drogiego sprzętu i oczywiście po akcji z Oktawą Kultur w Zabłudowie, podczas której muzyków pozbawiono nagłośnienia, dzięki takim właśnie „przepięciom”. 
    Nie znam się na elektryce, choć od lat sama naprawiam pourywane ze ścian kontakty w domu, wkręcam żarówki i włączam wysadzone korki. Raz nawet padłam ofiarą tego „czegoś” złośliwego mieszkającego w kablu zasilającym. Nie o to jednak chodzi. Jak każdy mieszkaniec tego miasteczka, płacę regularnie rachunki za prąd, dodam że niemałe, jak każdy mieszkaniec tego miasteczka płacę podatki. Jak to się do cholery dzieje, że nikt się do tej pory sprawą codziennych przerw w zasilaniu nie zajął. Może Urząd Miejski ma za dużo pieniędzy i woli wydawać je na regenerację padającego sprzętu komputerowego, zamiast wesprzeć choćby przedszkole, które przedszkolem nazwać trudno? ( o przedszkolu w innym poście jeszcze będzie, tak żeby przed wyborami nie było za łatwo )
     Wracając do tematu tego, co w kontaktach piszczy. Zastanawiałam się często nad fenomenem tego zjawiska. Bo mogę wybaczyć elektrowni przerwy w zasilaniu w czasie burz, huraganów, opadów śniegu, marznącego deszczu, mogę zrozumieć wyłączenia prądu z powodu przenoszenia bocianiego gniazda i os w transformatorze. Za cholerę nie mogę zrozumieć, sekundowych wyłączeń i włączeń zasilania w pogodę piękną i nieskazitelną jak uśmiech księdza po kolędzie. 
     Zaczęłam się bać, kiedy pomyślałam jakie mogą być zagrożenia takiego stanu rzeczy. Moje dzieci często bawią się grając na komputerze, ba... ja sama też się tak często bawię. Niemniej jednak czy jest to bezpieczne? Trzymać na kolanach laptop w chwili kiedy pojawiają się takie przepięcia? Czy ktoś z was pomyślał kiedyś o tym? Czy jest ktoś, jakaś instytucja, jakiś człowiek, elektryk, mogący stwierdzić z całym przekonaniem, że takie sytuacje nie stwarzają zagrożeń? Czy mój sprzęt domowy na który latami odkładałam pieniądze nie trafi szlag, a koszty naprawy nie obciążą mojego i tak już nadwyrężonego płaceniem rachunków za prąd budżetu? 
     Nie jestem wymagającą kobietą choć zmienną owszem ( nie bardziej niż prąd ), mieszkałam w różnych warunkach, pamiętam jeszcze wychodki na podwórkach i wodę ze studni. Jeżeli jednak za coś płacę, to chciałabym wiedzieć za co i jakie koszty poboczne będę musiała za to swoje płacenie ponieść. W umowie z elektrownią gwiazdek nie znalazłam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz