Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
Moje zdjęcie

Ja - uczuć oceany skondensowane w kropli
Ja - myśl destylowana z potoku filozofii

sobota, 31 stycznia 2015

Zima - nie zima



      Ostatnio gdzieś wyczytałam, że człowiek jest najzdrowszy na ciele i umyśle gdy żyje w harmonii z naturą, gdy jego decyzje, działania podporządkowane są porom roku, obiegowi słońca na horyzoncie i wpływowi księżyca. Nic w tym nowego – pomyślałam, wszak np. funkcjonowanie organizmu zwłaszcza kobiety opiera się na kalendarzu księżycowym.
      Trudno jednak jest mi dziś zdecydować w jakim momencie przyrodniczym się znalazłam. Wczoraj jeszcze była zima, leżało na podwórku trochę śniegu, dziś cofnęłam się do listopada i to w najgorszej jego formie i postaci. Jest paskudnie, bezsłonecznie, zimno, wietrznie i w dodatku pada deszcz. Nie, nie pada, leje po prostu. A tu za chwilę już luty i ptaki powinny się zbierać do zalotów i wzmagać śpiewy w zagajniku obok mojego domu, koty powinny „płakać” z miłości po nocach.
      Ten dysonans przyrodniczy powoduje we mnie pewnego rodzaju rozdarcie wewnętrzne. Bo już mi się chce wyjść z domu, gdzieś w miasto, na jakąś ławeczkę i w słońcu posiedzieć i poobserwować spacerujących ludzi, dzieci na rowerkach, zamyślonych kierowców autobusów. Chce mi się pośmiać z psów wyprowadzających właścicieli na spacery, chłonąć gwar podwórek, wąchać zapach rozmarzającej po zimie ziemi i palonych cichaczem za stodołami zeszłorocznych liści i gałęzi uciętych w sadach.
      A przecież takie rzeczy to tylko wiosną. Tylko ta pora roku daje mi możliwość obserwowania bez konieczności wdawania się w zbędne relacje. Wszyscy są tak zaganiani, zakochani, śpieszący, że nie zwracają uwagi na obserwatora, który doświadcza rzeczywistości jak małe dziecko na parapecie, próbujące zlizywać z okna krople deszczu wędrujące po drugiej stronie szyby.
      Chcę wiosny. Już.


wtorek, 27 stycznia 2015

Mała modlitwa o piegi



Boże! Potrzebuję światła
co mi zagra na nosie
i kilkoma piegami
ujmie patetyczności


wtorek, 20 stycznia 2015

Franek


Nie chcę cię już, nie kocham
Nie tęsknię i nie płaczę
I zmysłów już nie tracę
Kiedy cię nie zobaczę

Ręce za tobą nie drżą
Listów już czytać nie chcę
Twoich ponętnych kształtów
Już nie chcę sławić wierszem

Zapomnieć, zmyć te chwile
Gdyś mówił mi „ o… bierz mnie!”
I gdym cię w końcu wzięła
Wśród wzruszeń i wśród westchnień

Dlaczegóż mnie katujesz?
Com ci zrobiła Franku?
Że za tą miłość płacić muszę
Wysoką ratą w banku

poniedziałek, 19 stycznia 2015