Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
Moje zdjęcie

Ja - uczuć oceany skondensowane w kropli
Ja - myśl destylowana z potoku filozofii

wtorek, 14 czerwca 2016

"aaale o soo choozi?" - jakby zapytał słynny zabłudowski klasyk



     Podobno najbardziej wartościowym doświadczeniem życiowym jest zrozumienie drugiego człowieka. Staram się więc mocno, ale dość często przychodzi mi to z wielkim trudem. Zwłaszcza, kiedy ten drugi człowiek ma (delikatnie mówiąc) pewnego rodzaju braki. Nie żebym sama ich nie miała (ohooo… mam a jakże, jak dozorca niepotrzebnych kluczy). Komunikacja, kiedy po obu stronach są mankamenty, przypomina zabawę rocznego dziecka klockami różnych kształtów, które trzeba wrzucić do pudełka przez odpowiednie otwory. Zazwyczaj wymaga wielu nieudanych prób, czasem trzeba się popłakać, a czasem zdzielić kogoś zabawką po głowie. Jedno jest pewne. Nie spróbujesz, nic nie zdziałasz.
Do rzeczy jednak.
     Jakiś czas temu na „Pawilonie” pojawił się napis. I może by mnie on nie zaciekawił, ani nawet nie przykuł mojego wzroku, gdybym nie musiała patrzeć na niego codziennie z okna mojej pracy. Ostatni raz tak mnie coś zaintrygowało podczas wyborów samorządowych, kiedy z tego samego budynku, z plakatu wyborczego wprost do mojego kubka z kawą zaglądał mi bardzo skromny Pan w czerwonym krawacie.
Znowu tracę wątek… Wybaczcie te emocje jeszcze we mnie tkwią.


     Napis na „Pawilonie” brzmiał: „BANDYCKA KURWY” ( pisownia oryginalna), więc ja, jako osoba myśląca ( poza późnymi godzinami popołudniowymi) i z lekka związana z „literaturą” i usilnie dążąca do zrozumienia drugiego człowieka, zaczęłam się zastanawiać – co autor miał na myśli.


     W pierwszym odruchu pomyślałam, że jakiś gimnazjalista niedostatecznie dobrze wyszkolony w deklinacjach walnął na murze to, na co mu starczyło umiejętności i sprayu. Widząc jednak napis codziennie, zaczęłam tworzyć teorie i powiem Wam, że mogłabym w ich tworzeniu zmierzyć się z Wielkim Mistrzem Antonim.

     Przyszło mi na przykład do głowy, że swoje niezadowolenie mógłby w ten sposób wyrazić jakiś zrezygnowany gracz totolotka, któremu nie dość, że nie udało się wygrać milionów, to jeszcze przeniesiono punkt totalizatora w inne miejsce. Myślałam też o rolniku, który mógłby się zdenerwować po otrzymaniu korespondencji z ARiMR z informacją, że nie dostanie dopłat przez Tuska ( korespondencji wysłanej listem poleconym do tysięcy rolników – koszt jednego listu poleconego jakieś 4 złote, nie licząc papieru, tonerów drukarek, tuszu do pieczątek i nadgodzin urzędników). Pomyślałam też, że to mógłby być rozzłoszczony potencjalny kupiec, chcący wyłożyć kasę na zakup „Pawilonu”, ale że chciał tam zrobić burdel, GS w porozumieniu z proboszczem ustalili cenę zaporową. Przyszło mi też do głowy, że to mogło być skierowane bezpośrednio do mnie ( i na tym poprzestańmy).

     Jakież było moje zdziwienie, kiedy pewnego poranka, zaparkowawszy pod moją pracą-rodzicielką, zapuchniętymi oczkami wielkości kozich bobków, dostrzegłam na murze przede mną plamę zamiast „KURWY”. Oho, komuś zabrakło farby na zamalowanie całości –pomyślałam, ale w tej samej chwili „bandycka plama” zaczęła, żyć w mojej wyobraźni własnym życiem i mieć już całkiem inny sens i cel. Teraz każdy przechodzący mógłby stworzyć sobie sam taki upust emocji, na jaki ma ochotę. I tak oburzeni edukacją mogliby w miejscu plamy wpisać „karta nauczyciela”, urzędnik z MOPSU – „biedota”, Pan porządkujący klomby na rynku – „lebioda”, gimnazjalistka w ciąży –„klauzula sumienia”. I wszyscy byliby zadowoleni. 

     Ale nie ja. Bo pomijając fakt, że zadowolenie z czegokolwiek przychodzi mi z trudem, wciąż nie daje mi spokoju pierwotne pytanie postawione za zabłudowskim klasykiem - "aaale o soo choozi?” 

     Ludzie litości!!! Jak ktoś wie, niech powie, bo czuję się jak niedorozwój zrównoważonego rozwoju tego miasteczka. I jedyną pasującą odpowiedzią na drążące mnie jak kornik drukarz Puszczę Białowieską pytanie, może być odpowiedź, jakiej udzieliła pielęgniarka na oddziale ortopedii szpitala w Sokółce, na pytanie pacjentów „ale jak to, dlaczego?” (po tym jak na śniadanie dostali dwie kromki chleba a tylko jeden plasterek kiełbasy):
„A wy myśleliście, że będziecie tutaj leżeć? Trzeba się intelektualnie rozwijać.”