Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
Moje zdjęcie

Ja - uczuć oceany skondensowane w kropli
Ja - myśl destylowana z potoku filozofii

środa, 7 maja 2014

Jakoś się kręci



Pewnego pięknego dnia po prostu się stało. Nie pamiętam kiedy i czy było to nagle, czy ciągnęło się latami. Pewnie miałam co innego do roboty, zamiast przyglądać się znaczącym zmianom jakie zachodziły w naszym miasteczku. Grunt, że Rynek, historycznie kwadratowy, nieco się zaokrąglił a do kanonu mojego słownictwa weszło na stałe wyrażenie „jakoś się kręci” w odpowiedzi na pytanie - „co słychać w Zabłudowie?” Wszystko za sprawą rosnącego ruchu na krajowej 19 i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ( celowo nie używam skrótu instytucji, bo pełna nazwa jest tak podniosła w pierwszej części, jak i zupełnie śmieszna w drugiej, że staje się absolutnie wyjątkowa) Zabłudów stał się posiadaczem ronda i nie chodzi tu o otok kapelusza, o nie. Chodzi o prawdziwe skrzyżowanie o ruchu okrężnym. Zrobiło się "miejsko", żeby nie powiedzieć światowo.

Wprowadziło to spore zamieszanie w miasteczku. Dziadkowie wyciągający raz w tygodniu ze stodół auta, aby pojechać we wtorek na tzw. ryneczek, babcie umiejące parkować tylko pod kościołem oraz ci którzy umieli skręcać tylko w prawo ( do których początkowo także i ja się zaliczałam) wpadli w popłoch. Sama byłam świadkiem krążenia po rondzie kilku delikwentów w kierunku przeciwnym do nakazanego Kodeksem Ruchu Drogowego. Paradoksalnie zrobiło się też bezpieczniej. Rondo wybudowano tak ciasne, że Tiry ciągnące w stronę granicy musiały maksymalnie zwalniać, żeby się zmieścić, ułatwiło to życie dzieciakom, bojącym się wejść na przejście dla pieszych w drodze do szkoły. No a zimą... zimą... jest zimno, i ślisko, jak to zimą, ale na rondzie jest dwa razy bardziej zimno i dwa razy bardziej ślisko. Taki miejscowy fenomen. Brakuje jednak w miasteczku dobrego fizyka, który wytłumaczyłby zjawisko zamarzania posolonej nawierzchni.

Nie pamiętam już, czy było to pierwszej zimy po wybudowaniu, czy zdarzyło się to w dwa lata później, grunt, że zabłudowskie rondo stało się miejscem rozrywki moich znajomych. Rozrywka polegała na robieniu "orła" tudzież "anioła" na ośnieżonej, okrągłej jak cycek powierzchni po środku skrzyżowania. Podobno zabawa była przednia, sama jednak nie miałam odwagi spróbować, ale widok kierowców z otwartymi buziami ponoć jest bezcenny i pewnie następnej zimy zdecyduję się na takie szaleństwo, nawet kosztem reputacji.

Rondo się przyjęło, do tego stopnia, że przemianowano na "Rondo" starą knajpę "Zabłudowiankę". Dzięki Bogu, za zmianą nazwy lokalu poszły też inne zmiany, głównie jakościowe i personalne. Teraz można spokojnie posiedzieć w "Rondzie" przy okrągłej jak rondo pizzy i popatrzeć na rondo i wirujący wokół niego ruch.

Jakoś tylko dziwnym się stało, że przez kilka ładnych lat funkcjonowania, nikt w Zabłudowie nie zdecydował się ronda nazwać. Sama nie wiem, czy to przeoczenie naszych władz, czy może szacowna wymieniona na początku instytucja stanęła w poprzek ronda i zabroniła nazywania swojej własności. Nie wiem nawet, czy odbyło się kiedykolwiek oficjalne przecięcie wstęgi, czy inna równie podniosła ceremonia z całym namaszczeniem ze strony władz samorządowych i duchowych. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby rondo zabłudowskie zyskało jakąś choćby nieformalną nazwę, wszak już się z nim oswoiliśmy i jest nasze, jak nasza jest „Krasna Góra” czy „Koziniec”. Drodzy czytelnicy domagajcie się nazwy dla naszego ronda. Chętnie przyjdę z półsłodkim winem na jakieś prywatne, małe przecięcie wstęgi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz