tu nie ma miejsca
na miłość
i czułość tu nie na miejscu
tu niebo z księżycem u szyi
z rozpaczy się rzuca w kałuże
Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
wtorek, 13 marca 2018
piątek, 23 lutego 2018
Przede mną cały świat stoi otworem
przede
mną cały świat stoi
otworem
po gwoździu
z
którego wciąż naiwnie
ciągnę,
snuję, przędę
tę
żałosną niteczkę
ze
światła i kurzu
z
niej kiedyś w końcu
u-szyję
sobie Niebo
czwartek, 16 listopada 2017
Spotkanie w Supraślu
Każdemu poecie życzę takiej frekwencji, takich cudownych słuchaczy, tak wrażliwych odbiorców i takich spotkań w tak klimatycznych miejscach jak Supraśl, który mnie dziś przytulił.
Wszystkim Wam drodzy młodzi artyści - uczniowie supraskiego liceum oraz cudownej Pani Agnieszce, serdecznie dziękuję za ten wieczór, za miłe przyjęcie, wyjątkową, rodzinną atmosferę i za możliwość dzielenia się z Wami tym co mam. Daliście mi ogrom pozytywnej energii.
Wszystkim Wam drodzy młodzi artyści - uczniowie supraskiego liceum oraz cudownej Pani Agnieszce, serdecznie dziękuję za ten wieczór, za miłe przyjęcie, wyjątkową, rodzinną atmosferę i za możliwość dzielenia się z Wami tym co mam. Daliście mi ogrom pozytywnej energii.
poniedziałek, 6 listopada 2017
Apokalipsa wg Michała Przyborowskiego
Michał Przyborowski, autor tomiku „Planeta
małp”, sam o sobie pisze, że jest pełen sprzeczności, że nawet jak leży, to
chodzi. W konsekwencji tego chodzenia, czy dochodzenia, doszedł do wniosku, że
świata się uratować nie da, ale on postanowił mimo wszystko jednak spróbować. Czy
tą próbą jest jego tomik wierszy?
czwartek, 2 listopada 2017
ujemne skutki
zajesienił
się obraz w okiennych ramach
deszcz
na nim łzawo zeszklił się jak werniks
znów
będę mogła obrzydliwie skłamać
że
zimno - nie z braku ciebie, tylko przez październik
jesień 1997
środa, 1 listopada 2017
Transmisja na żywo
jeszcze tu jestem przez chwilę
obieram z czułością chudą marchew
na rosół dla przeziębionych dzieci
jeszcze przeglądam się w lustrze zdziwiona
że ciągle mi rosną rzęsy długie i czarne
jak żałoba po matce
czwartek, 26 października 2017
przedświt w lumpeksie
Popatrz kochanie jak się zeszmaciliśmy
jak sweterki za dwa pięćdziesiąt za kilogram
o znajomym zapachu cudzej śmierci na piersiach
spruliśmy się i zdarliśmy na sobie zęby
o znajomym zapachu cudzej śmierci na piersiach
spruliśmy się i zdarliśmy na sobie zęby
piątek, 20 października 2017
Okno
mam dożywocie patrzenia
w wolność gwiazd
przez kratę okna w dachu
w jednoosobowej celi
fińskiego materaca
w której co noc tonę
z brzytwą własnych
wierszy w dłoni
łykając kotwicę księżyca
w drobinie miąższu nieba
w wolność gwiazd
przez kratę okna w dachu
w jednoosobowej celi
fińskiego materaca
w której co noc tonę
z brzytwą własnych
wierszy w dłoni
łykając kotwicę księżyca
w drobinie miąższu nieba
sobota, 7 października 2017
Ciała obce
wpadamy na siebie czysto przy okazji
jak okruchy piasku w wietrzną pogodę
wprost pod powieki, żeby nam się boleśniej
o sobie śniło. Układamy sobie w głowach
stęsknione dłonie, splatając palce jak winorośle
w koszyki wspólnych przypadkowych chwil
w których łatwiej jest nosić nasze o sobie wyobrażenia
nigdy nie śpimy tak po prostu obok siebie
skóra przy skórze, ułomność przy ułomności
układamy się jednak do snu w tej samej minucie
kiedy miasto zaczyna płynąć chłonką świateł
po zakurzonych gęstych szybach i grać klaksonady
ulubionego tematu psychodelicznego serialu
w plątaninie wentylacyjnych przewodów i kanałów you tube’a
czekamy czasami na swoją nieobecność obok
i na szorstkie w odbiorze skupiska liter na wyświetlaczu
telefonu. Dopijamy zimną herbatę w kolorze nadziei
żeby się nie rozczulać nad tym, że się siebie roni
stopniowo kropla po kropli. Budzimy się ze snu
znowu oddzielnie i pospiesznie, z posmakiem
nierdzewnej porażki w pustostanach ust
układamy się jednak do snu w tej samej minucie
kiedy miasto zaczyna płynąć chłonką świateł
po zakurzonych gęstych szybach i grać klaksonady
ulubionego tematu psychodelicznego serialu
w plątaninie wentylacyjnych przewodów i kanałów you tube’a
czekamy czasami na swoją nieobecność obok
i na szorstkie w odbiorze skupiska liter na wyświetlaczu
telefonu. Dopijamy zimną herbatę w kolorze nadziei
żeby się nie rozczulać nad tym, że się siebie roni
stopniowo kropla po kropli. Budzimy się ze snu
znowu oddzielnie i pospiesznie, z posmakiem
nierdzewnej porażki w pustostanach ust
poniedziałek, 4 września 2017
Architektura wnętrz
taka pora szarzeje wewnętrznie w człowieku
i nie ma to nic wspólnego ze świ(a)t(ł)em
suną po szyi jak sznury sploty myśli o końcu
lata ostatni stygnący motyl miłość
czernieje i zdycha suchym liściem skrzydeł
szkielety drzew sączą się z nieba do ziemi
obłażą martwym pokaleczonym naskórkiem
niegłaskanym wzrokiem szukam po omacku
tam gdzie zimna pościel rzeki kładzie między nami
betonowe zapory iluzorycznych cudzych szczęść
znajduję puste oczodoły po wybuchach euforii
nie będzie nie tej jesieni ni zimy pewnie
czuję się tylko kiedy trzymam przy sobie
choćby kosmyk nadziei posiwiałej a jednak
wiem przyjdziesz znowu wiosną otworzę
niedziela, 3 września 2017
niedziele i święta
nawet jeśli się przyznam
że mi samej nieludzko
i nieprzytomnie boleśnie
będą wątpić w każdy mój wiersz
spacerowicze, turyści, przyjezdni
co się mają za bliskich
w niedziele i święta
z samotności umiera się bardziej
od niedowierzań
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Sztab wojsk pancernych
wojna. w telewizji wojna w kolejce pod kioskiem wojna w kościele wojna na przystanku wojna mam zimne ręce, zimne serce patrzę pod nogi wojna...
-
zaczyna się od pożegnalnego szczęku klucza w zamku potem trzy stopnie, chodnik i furtka jak amen w pacierzu następny krok jest za każdym raz...
-
Nie wiem ile ma lat. Z całą pewnością od dawna jest pełnoletni. Nie znam historii jego choroby. Wiem, że Adaś jest niepełnosprawny. Ale...

