Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)
Moje zdjęcie

Ja - uczuć oceany skondensowane w kropli
Ja - myśl destylowana z potoku filozofii

niedziela, 5 lipca 2015

Portal randkowy jak archiwum X - czyli poetka na tropie


     „Będzie beka” – powiedział mój znajomy namawiając mnie na wzięcie sprawy w swoje ręce. No i trochę była beka, bo się zalogowałam. Wstawiłam nawet swoje prawdziwe zdjęcie, wpisałam parę ociosanych tekstów o swoich oczekiwaniach, marzeniach i zainteresowaniach, po czym stwierdziłam, że gdybym była facetem nie uwierzyłabym w ani jedno napisane słowo.
     Po kilku dniach spłynęły maile. W większości przypadków z prośbą o natychmiastowe spotkanie ( ostro przypiliło – pomyślałam). Śledziłam profile potencjalnych kandydatów na randki bardzo uważnie i ze skrupulatnością detektywa Foxa Muldera wyłapywałam najciekawsze przypadki rodem z kosmosu. Najfajniejsze były zdjęcia. Szczególnie te czterdziestoparoletnich mężczyzn, niepijących, niepalących, delikatnych i łagodnych jak baranki, wyciągnięte z licealnego albumu, albo poprawionych w photoshopie. Gwarancja uczciwości i dowód poważnych zamiarów. Ale zdjęcia to jeszcze nic. Portale randkowe mają tę ciekawą funkcję, że można o sobie napisać co się tylko rzewnie podoba, a co najważniejsze, można to poprawiać w nieskończoność w zależności od powodzenia bądź niepowodzenia akcji. Szkoda, że nie było tam funkcji wstawiania opinii jak np. na ceneo.  Naczytałam się więc o zainteresowaniach kandydatów, o ich podróżach po świecie ( a zdjęcie z Kiermus :p ), sportach ekstremalnych ( a zdjęcie z wyprawy na ryby), ulubionych książkach ( zdjęcie z siłowni) Wiadomości jakie do mnie spływały czasami napawały mnie grozą, a czasami po prostu opadały mi ręce. Dostałam raz nawet w mailu mój własny wierszyk. A oprócz tego mnóstwo wyświechtanych tekstów o miłości, wierności, układaniu sobie życia na nowo i o pragnieniach nowych doświadczeń na polu erotycznym. (Pamiętajcie panie, że ciągnięcie tematu w wirtualnej przestrzeni nic nie kosztuje, a wrażenia są bezcenne)  Potwierdziły się moje przypuszczenia, że facetom chodzi o jedno… czasami o dwa… piwa ;) Ubawiłam się po pachy. Mój znajomy też. Nie chciałabym generalizować, żeby nikogo nie urazić, ale albo ja nie mam szczęścia, albo parafrazując słowa piosenki Maryli Rodowicz „ dziś prawdziwych facetów już nie ma”
      Udało mi się jednak nawiązać kontakt z kilkoma ciekawymi ludźmi i nawet na kilka spotkań się wybrałam ( z cichą ochroną ) Najciekawsze było spotkanie z nauczycielem już jakiś czas temu. Przygotowywałam się psychicznie na typowego WF-istę, który zagada mnie na śmierć opowiadając o swoich osiągnięciach w martwym ciągu, albo długich dystansach. Przyszedł Pan w spodniach na kant… Pocałował w rękę, zaproponował kawę… miodzio – pomyślałam. Okazało się, ze to nauczyciel akademicki, ale wygadał się chyba na wykładach. W życiu się tak nie naprodukowałam, żeby podtrzymać rozmowę. Ci co mnie znają wiedzą, że do gaduł nie należę i powinni mi w tym momencie serdecznie współczuć ogromnego wysiłku jaki włożyłam w dwie godziny tego spotkania. Pan nie odezwał się do mnie więcej. Cholera, trzeba było w ciszy siorbać tę kawę.
     Innym razem wybrałam się na sushi z dużo młodszym przystojniakiem, który miał potrzebę zaimponowania doświadczonej kobiecie. Trochę zaszalał z wydawaniem pieniędzy, popisywaniem się eksperymentami kulinarnymi, po czym wsadził mnie do taksówki i kazał zawieźć do domu. Dobrze, że zdążyłam dojechać na czas. Po niezapomnianym wieczorze tuliłam w ramionach nie przystojniaka, a sedes w mojej łazience. Wiecie… stres i choroba lokomocyjna, nie mówiąc już o surowej rybie.
    Kolejna randka na jaką się wybrałam zaczęła się wierszem a skończyła mordobiciem. Pan przyszedł na spotkanie z bukietem kwiatów i cytatem Tetmajera na ustach. Po czym chyba uznał, że już wystarczy tych ceregieli i bezczelnie złapał mnie za pośladki. Reakcja mojej „ochrony” była błyskawiczna. Kandydat nie poczytał sobie tego wieczoru wierszy, a bukiet choć ładny zdecydowałam się  wyrzucić do kosza pod teatrem Węgierki. Od tamtej pory byłam jeszcze bardziej ostrożna.
     Na portalu poznałam również ciekawego faceta, z którym przegadałam niejedną noc.  Na spotkanie umówiliśmy się dopiero po jakimś czasie. Miały być tańce, ale niestety z powodu żałoby, skończyło się propozycją spaceru. Jakież było moje zdziwienie, gdy na spotkaniu rozpoznałam w nim kumpla z ogólniaka. Tylko jakoś rozmowa nam się nie kleiła i skończyło się na wymianie numerów telefonów.
      Reasumując. Portale randkowe są dla ludzi. To taka sama forma rozrywki jak czytanie książek czy jedzenie sushi. Ale i z randkami i z sushi  trzeba uważać, bo nigdy nie wiadomo jak to się może skończyć. Ja szczęścia w tej kwestii nie mam i dlatego spróbuję zagrać teraz w totka.
       Pozdrawiam przemiłych Panów – wiem, że mnie czytacie :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz