Wszystkie prawa zastrzeżone. Wiersze nie mogą być wykorzystywane i powielane bez zgody autora.
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)

niedziela, 30 października 2016

Ale o tym sza...

Wychodzę
zapełniam pierwszą linijkę
tym co się stało zaraz
po pierwszym chwiejnym kroku
i skreślam... skreślam
bo mi nie wolno
o tym pisać
zamazuję jednorazowym
długopisem
gęsto ruchem okrężnym
żeby nikt nie wyczytał
jak słabe i puste są moje środki
wyrazu. Nie wolno mi władać
miękką kreską i niechlujnym
przecinkiem co się wybija z tekstu
ponad normatywność

wolno mi
szybko postawić kropkę
czarną i twardą jak argument
sieroctwa


poniedziałek, 24 października 2016

Sensu stricto

Padało dwa dni
aż wsiąklismy w kanapę
wyciągając do siebie
niewidzialne dłonie
jak wędki
tyle znaczeń się nam
przeplotło
między myślami palcami
falami włosów
głupoty
chorobliwie łowiliśmy się
na słowa
zapadaliśmy na nieśmiertelność
w sobie tonąc
osobno

wtorek, 18 października 2016

Superksiężyc

"Tylko Bóg ma prawo mnie obudzić" - Eric-Emmanuel Schmitt

Jadę. Prawo, Lewo
Centrum
Ciągną mnie za nadgarstki
Postronki płynnych ulic
Autobusowe pętle
Ściskają gardło. Jadę
Lewo, Prawo, brawo!
Na szubienice latarni
O ksenonowych źrenicach
Łypiących. Na moje
Maski, szyby szklanych oczu
Krzyczą drogowe znaki
Tu! Tam! Ustąp! Zdechnij!
Podporządkowuję się ale
Nie ufam. Zaczynam
Brzydzić się i wierzyć
W zapierdalanie
Kosmicznej stacji





sobota, 13 sierpnia 2016

wtorek, 14 czerwca 2016

"aaale o soo choozi?" - jakby zapytał słynny zabłudowski klasyk



     Podobno najbardziej wartościowym doświadczeniem życiowym jest zrozumienie drugiego człowieka. Staram się więc mocno, ale dość często przychodzi mi to z wielkim trudem. Zwłaszcza, kiedy ten drugi człowiek ma (delikatnie mówiąc) pewnego rodzaju braki. Nie żebym sama ich nie miała (ohooo… mam a jakże, jak dozorca niepotrzebnych kluczy). Komunikacja, kiedy po obu stronach są mankamenty, przypomina zabawę rocznego dziecka klockami różnych kształtów, które trzeba wrzucić do pudełka przez odpowiednie otwory. Zazwyczaj wymaga wielu nieudanych prób, czasem trzeba się popłakać, a czasem zdzielić kogoś zabawką po głowie. Jedno jest pewne. Nie spróbujesz, nic nie zdziałasz.
Do rzeczy jednak.
     Jakiś czas temu na „Pawilonie” pojawił się napis. I może by mnie on nie zaciekawił, ani nawet nie przykuł mojego wzroku, gdybym nie musiała patrzeć na niego codziennie z okna mojej pracy. Ostatni raz tak mnie coś zaintrygowało podczas wyborów samorządowych, kiedy z tego samego budynku, z plakatu wyborczego wprost do mojego kubka z kawą zaglądał mi bardzo skromny Pan w czerwonym krawacie.
Znowu tracę wątek… Wybaczcie te emocje jeszcze we mnie tkwią.


     Napis na „Pawilonie” brzmiał: „BANDYCKA KURWY” ( pisownia oryginalna), więc ja, jako osoba myśląca ( poza późnymi godzinami popołudniowymi) i z lekka związana z „literaturą” i usilnie dążąca do zrozumienia drugiego człowieka, zaczęłam się zastanawiać – co autor miał na myśli.


     W pierwszym odruchu pomyślałam, że jakiś gimnazjalista niedostatecznie dobrze wyszkolony w deklinacjach walnął na murze to, na co mu starczyło umiejętności i sprayu. Widząc jednak napis codziennie, zaczęłam tworzyć teorie i powiem Wam, że mogłabym w ich tworzeniu zmierzyć się z Wielkim Mistrzem Antonim.

     Przyszło mi na przykład do głowy, że swoje niezadowolenie mógłby w ten sposób wyrazić jakiś zrezygnowany gracz totolotka, któremu nie dość, że nie udało się wygrać milionów, to jeszcze przeniesiono punkt totalizatora w inne miejsce. Myślałam też o rolniku, który mógłby się zdenerwować po otrzymaniu korespondencji z ARiMR z informacją, że nie dostanie dopłat przez Tuska ( korespondencji wysłanej listem poleconym do tysięcy rolników – koszt jednego listu poleconego jakieś 4 złote, nie licząc papieru, tonerów drukarek, tuszu do pieczątek i nadgodzin urzędników). Pomyślałam też, że to mógłby być rozzłoszczony potencjalny kupiec, chcący wyłożyć kasę na zakup „Pawilonu”, ale że chciał tam zrobić burdel, GS w porozumieniu z proboszczem ustalili cenę zaporową. Przyszło mi też do głowy, że to mogło być skierowane bezpośrednio do mnie ( i na tym poprzestańmy).

     Jakież było moje zdziwienie, kiedy pewnego poranka, zaparkowawszy pod moją pracą-rodzicielką, zapuchniętymi oczkami wielkości kozich bobków, dostrzegłam na murze przede mną plamę zamiast „KURWY”. Oho, komuś zabrakło farby na zamalowanie całości –pomyślałam, ale w tej samej chwili „bandycka plama” zaczęła, żyć w mojej wyobraźni własnym życiem i mieć już całkiem inny sens i cel. Teraz każdy przechodzący mógłby stworzyć sobie sam taki upust emocji, na jaki ma ochotę. I tak oburzeni edukacją mogliby w miejscu plamy wpisać „karta nauczyciela”, urzędnik z MOPSU – „biedota”, Pan porządkujący klomby na rynku – „lebioda”, gimnazjalistka w ciąży –„klauzula sumienia”. I wszyscy byliby zadowoleni. 

     Ale nie ja. Bo pomijając fakt, że zadowolenie z czegokolwiek przychodzi mi z trudem, wciąż nie daje mi spokoju pierwotne pytanie postawione za zabłudowskim klasykiem - "aaale o soo choozi?” 

     Ludzie litości!!! Jak ktoś wie, niech powie, bo czuję się jak niedorozwój zrównoważonego rozwoju tego miasteczka. I jedyną pasującą odpowiedzią na drążące mnie jak kornik drukarz Puszczę Białowieską pytanie, może być odpowiedź, jakiej udzieliła pielęgniarka na oddziale ortopedii szpitala w Sokółce, na pytanie pacjentów „ale jak to, dlaczego?” (po tym jak na śniadanie dostali dwie kromki chleba a tylko jeden plasterek kiełbasy):
„A wy myśleliście, że będziecie tutaj leżeć? Trzeba się intelektualnie rozwijać.”


sobota, 20 lutego 2016



Nie ma takich strat, których nie dałoby się przepłakać
Przenocować na otwartych powiekach
Przepalić papierosami
Przepić tanim winem
Żeby się pogodzić
Silnym zajmuje to kilka nocy
Pozostałym - całe życie

sobota, 23 stycznia 2016

pitu pitu




Już jestem zwarta i gotowa
i ssanie mam jak jakiś smok
bo przecież przyjdzie także do mnie
zwrot z PIT-u za piętnasty rok

niedziela, 29 listopada 2015

no weź!


garściami za słowo 
pod rękę weź 
na spacer i pod włos 
na wódkę też 
i sobą mnie upij 
i zełgaj jak głupiej 
a potem mnie ubij 
i wskrześ  

no rwij mnie kolego 
ech… 
na tego małego… 
wiesz... 
fiacika w kolorze 
nijakim 
ze stuningowanym 
zderzakiem 
gdzie miejsca tak mało 
że do ciała ciało 
choć nie ma powodu 
to lgnie

no weź mnie 

jak kota wziął jarek 
jak nowak szwajcarski zegarek 
bo naiwnie wierzę 
że jak się coś bierze 
to tego choć trochę 
się chce 



Sztab wojsk pancernych

wojna. w telewizji wojna w kolejce pod kioskiem wojna w kościele wojna na przystanku wojna mam zimne ręce, zimne serce patrzę pod nogi wojna...